Nefrolodzy - Od zera cz.2

lekarze specjaliści > Nefrolodzy > Nefrolodzy - Od zera cz.2

Specjaliści Radzą

Nefrolodzy - Od zera cz.2

To zabrzmi patetycznie, ale trudno: mówię tak, jak czułam wtedy i jak czuję teraz — pomyślałam, że mam misję do spełnienia. Chciałam zaangażować się w tworzenie prywatnych stacji dializ, by ludzie przestali umierać tylko dlatego, że „źle rokują”... Ta propozycja okazała się ratunkiem — to była najlepsza motywacja, by pracować nad sobą: poprawiać wymowę, poszerzać słownictwo, pójść do fryzjera i kupić sobie jakieś ładne ubranie. Przecież miałam wrócić do ludzi! Na początku byłam przede wszystkim tłumaczem. Tu dygresja: kiedy przyjaciel ze Stanów pochylał się nade mną w rzeszowskim szpitalu kilka dni po wypadku i mówił do mnie, nieprzytomnej, po angielsku, dodając mi otuchy, mój mózg przestawił się na ten język. Opowiadano mi, że po jego wizycie, jeżeli w ogóle się odzywałam, to tylko po angielsku. Gdy już na dobre się wybudziłam, angielski zniknął bez śladu. Znajomi pocieszali: „Zapiszesz się na kurs — dźgniesz mózg silnym bodźcem intensywnej nauki i zobaczysz, że znajomość angielskiego wróci”. Łatwo powiedzieć: „Zapiszesz się na kurs”... Wtedy nie byłam w stanie nawet dotrzeć na zajęcia o własnych siłach. Zawoziła mnie siostra, sadzała w ławce, po czym odbierała po lekcjach. Ale coś drgnęło w moim mózgu — jakbym złapała nić, która wiązała słowa i wyrażenia obcego języka. Półtora miesiąca po pierwszej lekcji mówiłam już biegle. I dlatego mogłam rozpocząć pracę w międzynarodowej firmie.
Znowu zaczynałam od zera. Od spotkań z zagranicznymi inwestorami i urzędnikami, od rekrutacji pracowników i projektowania wystroju wnętrz. Dlaczego wnętrza są ważne? Bo pacjenci spędzali w nich po cztery–pięć godzin trzy razy w tygodniu. Ściany trzeba więc pomalować na jakiś ciepły kolor, łóżko musi być wygodne, w pokoju telewizor. Na początku praca była dla mnie motywacją, by otworzyć się na ludzi, wyjść do świata. Kiedy jednak powstało już kilka stacji dializ, po raz pierwszy pojawiła się we mnie myśl, żeby założyć stowarzyszenie dla pacjentów leczonych nerkozastępczo. Chyba lepiej niż lekarze czy zdrowi ludzie zdawałam sobie sprawę, jakiej pomocy potrzebują chorzy, bo sama jestem przede wszystkim pacjentką — i to już się chyba nie zmieni. Mnie nie trzeba tłumaczyć, czym jest bezradność, lęk, uzależnienie od pomocy innych. Pacjent to nie problem ani przypadek, pacjent to człowiek. Oczekuje więc, że ktoś znajdzie chwilę na rozmowę, a kiedy ta nie jest możliwa, to chociaż posiedzi obok.
Kiedy leżałam nieprzytomna w szpitalu, odwiedzała mnie lekarka, którą poznałam, pracując jako przedstawiciel medyczny. Przychodziła po pracy na kwadrans albo dwa, siadała na krześle obok łóżka, gładziła mnie po ręce, coś do mnie mówiła. Dzwonili lekarze z całej Polski, by zapytać personel w Rzeszowie, jak mogliby pomóc. Przyjaciele czytali mi książki. Rozsądnie mówiąc: po co to wszystko? Przecież i tak byłam nieprzytomna. Ale mam nieodparte wrażenie, że to właśnie oni nie pozwolili mi odejść. Współpracując przy zakładaniu stacji dializ, nauczyłam się z kolei, że pacjent to klient, o którego trzeba zabiegać, bo to on jest najważniejszy. Bez niego cała służba zdrowia nie ma sensu: kliniki, laboratoria, zespoły lekarskie, nowe leki... Stworzyliśmy dziewięć stacji dializ, każda ratuje życie kilkuset osobom rocznie. A ja — przekonana, że choć sama wymagam opieki, to też mogę zrobić coś dobrego, nawet ratować życie innych ludzi — założyłam Ogólnopolskie Stowarzyszenie Osób Dializowanych i zostałam jego prezesem.

Cud w Medycynie Historie Pacjentów

 

Polityka prywatności i polityka wykorzystania plików "cookies":

Drogi Użytkowniku, Telewolt sp. z o.o. jest administratorem danych osobowych i na podstawie uzasadnionego interesu przetwarza na tej stronie pliki cookies niezbędne do funkcjonowania strony internetowej oraz do celów analitycznych. Więcej informacji można znaleźć na stronie tutaj.

 

medserwis.pl Telewolt Sp. z o.o. 00-671 W-wa, ul. Koszykowa 70 lok.2, tel.: 601 410 411, e-mail: medserwis@medserwis.pl