Nefrolodzy - Nie roztkliwiam się

lekarze specjaliści > Nefrolodzy > Nefrolodzy - Nie roztkliwiam się

Specjaliści Radzą

Nefrolodzy - Nie roztkliwiam się

Fragment rozdziału Nie roztkliwiam się

Nie myślałem o takiej alternatywie jak transplantacja nerki. Przez lata wykonywano bardzo mało przeszczepów tych organów (zaledwie kilka rocznie) i tylko w Warszawie, nie w Gdańsku. Dializy traktowało się więc trochę jak chodzenie do szkoły — życie z dnia na dzień, bez rozważania, co będzie dalej. Aż do grudnia 1985 roku, kiedy zadzwoniono do mnie z informacją, że jest szansa i powinienem przygotować się do transplantacji. Z przeszczepioną nerką udało mi się przeżyć spokojnie rok, może półtora. Potem znowu pojawiły się objawy, które znałem już z początku mojej choroby: dużo białka w moczu, opuchlizna.
Rozpoczynały się obrady Okrągłego Stołu, gdy wróciłem do dializ. Śledzenie obrad podczas pięciu godzin oczyszczania krwi, co byłoby wówczas zrozumiałym sposobem na wypełnienie czasu, to fantastyczny pomysł, ale z czasu teraźniejszego. Troska o to, by pacjent nie umarł z nudów w trakcie dializy, pojawiła się bowiem dopiero po rozpoczęciu transformacji. Wcześniej nikt nie miał głowy do takich fanaberii. W sali mieliśmy radio, mogliśmy też liczyć kafelki...
Zmienił się ustrój, wprowadzono plan reformy gospodarczej profesora Leszka Balcerowicza, leczenie nerkozastępcze też nie mogło pozostać na uboczu.
Od 1983 roku pracowałem przy dializach trochę jako magazynier, trochę sanitariusz, a właściwie człowiek od wszystkiego. Zmiany obserwowałem więc od środka. Tamte czasy dzielą lata świetlne od obecnej sytuacji, kiedy możliwy jest nawet wybór: między dializą otrzewnową (gdzie półprzepuszczalną błoną dializacyjną jest otrzewna wyściełająca jamę brzuszną) a hemodializą, która pozwala oczyszczanie krwi precyzyjnie zaprogramować. Ustala się nie tylko czas i częstość wykonywania zabiegu, ale także zawartość płynu używanego do dializy (jest on wzbogacany potasem, magnezem albo glukozą, zależnie od indywidualnego zapotrzebowania), wielkość dawki heparyny zapobiegającej krzepnięciu krwi, a nawet ilość płynów odprowadzanych z organizmu pacjenta. Co więcej, dializę otrzewnową można przeprowadzać w domu — w nocy, kiedy zaprogramowane urządzenie dozuje ilość płynów przepływających przez błonę otrzewnową, a zabezpieczenia pozwalają na spokojny sen. To już nie te czasy, gdy chorzy rezygnowali ze szkoły i pracy, bo dializy urastały do najważniejszej sprawy w życiu.
Tyle „wykładu”. Dla mnie najważniejsza była praca, i to nie ze względu na pieniądze. Bardziej chodziło o satysfakcję, że można robić coś pożytecznego: prowadziłem magazyn dializatorów i linii, wydawałem sprzęt, dbałem o jego konserwację, uzupełniałem braki w zaopatrzeniu, pomagałem pielęgniarkom. Spotykałem się z ludźmi, którym miałem sporo do przekazania. Co konkretnie? Mówiąc w skrócie: jak żyć z dializą i że chore nerki to nie koniec świata.
Kiedy w listopadzie 2002 roku odebrałem telefon z informacją, że jest dla mnie nerka, zbaraniałem. To nie jest takie proste! Nie chodzi się na dializy, marząc o przeszczepie, i to kolejnym, jak było u mnie. Dla mnie to stres, dodatkowe cierpienie, pobyt w szpitalu, kolejne leki (tym razem przeciw odrzuceniu przeszczepu, które trzeba przyjmować do końca życia). Miałem już czterdzieści trzy lata, problemy z sercem i hormonem przytarczyc. Zbyt wiele już sobie nie obiecywałem. Zacząłem tłumaczyć, że nerkę powinien otrzymać ktoś młodszy. Lekarka dyskutowała ze mną dobry kwadrans, nim powiedziałem: „Zgadzam się”, ale, dodałem żartem: „Tylko dlatego, że lubię panią doktor”.
Jak to się dziwnie w Życiu układa: kto rozpaczał, bo zginęła młoda kobieta, zostawiając trzymiesięczne dziecko, które urodziła przez cesarskie cięcie; wżyciu układa: ktoś rozpacza, bo zginęła młoda kobieta, zostawiając trzymiesięczne dziecko, które urodziła przez cesarskie cięcie; w tym samym czasie jej nerki ratują dwóm ludziom życie... Myślałem o tym wiele tygodni po przeszczepie: dlaczego tak się dzieje? Czy na pewno tak powinno być? Nie znalazłem odpowiedzi, ale że jestem człowiekiem wiary i dużo się modlę, włączyłem do grona osób, o których pamiętam podczas codziennej modlitwy, także ją. Nieznaną mi młodą kobietę, która zginęła w wypadku samochodowym gdzieś pod Ostródą, w pewien deszczowy dzień na początku listopada 2002 roku...
Z nową nerką żyję już ponad osiem lat. Jestem szczęśliwy, że trwa to tak długo, ale nie zapominam, że wyniki zawsze mogą się pogorszyć i będę zmuszony powrócić do dializ.

Cud w Medycynie Historie Pacjentów

 

Polityka prywatności i polityka wykorzystania plików "cookies":

Drogi Użytkowniku, Telewolt sp. z o.o. jest administratorem danych osobowych i na podstawie uzasadnionego interesu przetwarza na tej stronie pliki cookies niezbędne do funkcjonowania strony internetowej oraz do celów analitycznych. Więcej informacji można znaleźć na stronie tutaj.

 

medserwis.pl Telewolt Sp. z o.o. 00-671 W-wa, ul. Koszykowa 70 lok.2, tel.: 601 410 411, e-mail: medserwis@medserwis.pl